Co z tym klimatem?


Tegoroczna zima ponownie przyszła znienacka, zasypując nas śniegiem, który po tygodniu stopniał. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy walki z globalnym ociepleniem stosują ją jako argument na korzyść swoich racji. Zwolennicy swobody energetycznej uznają, że ten tydzień ostrych mrozów jest sygnałem, że jednak globalne ocieplenie to mit. Z kolei patrzący w dłuższej perspektywie naukowcy widzą, że jednak nie jest dobrze. Nieco starsi przedstawiciele naszych rodzin opowiadają o siarczystych zimach z okolic połowy XX wieku, ale nawet młodzi ludzie pamiętają zimę 2000/2001 gdzie temperatury sięgały -30 stopni, a nawet w miastach było po 30 cm śniegu. Zatem co się dzieje z naszym klimatem?

Nie da się ukryć, że człowiek wpływa na klimat. Od zarania cywilizacji modyfikujemy nasze otoczenie, począwszy od wycinki lasów, poprzez połowy morskie, tworzenie pól uprawnych, użycie paliw kopalnych, aż po budowę sieci dróg. Wszystkie te działania nieuchronnie wiążą się ze wzrostem ilości emitowanego CO2 do atmosfery. Gaz ten – obecny niemal od zawsze w atmosferze Ziemi – ma tą właściwość, że zwiększa współczynnik zatrzymania ciepła w atmosferze – czyli prostszymi słowy sprzyja podgrzewaniu się powietrza i ogranicza jego wychładzanie. Owszem, gaz ten produkują wszystkie organizmy żywe, często w towarzystwie innych substancji o podobnych właściwościach, jednakże produkcja antropogenia – pochodząca od ludzi – jest tym dodatkowym ładunkiem, z jakim musi radzić sobie przyroda. Niestety za rozwojem cywilizacyjnym idą ciężkie konsekwencje – wzrost produkcji gazów cieplarnianych ze źródeł energii – elektrowni, ciepłowni, pieców i silników – a jednocześnie spada ilość organizmów zdolnych do asymilacji tego związku – drzew i terenów zielonych. Pomocne nie jest też działanie użytkowników indywidualnych – palenie odpadami, bądź paliwami niskiej jakości, które sprzyja wydzielaniu toksycznych związków do atmosfery, powodując smog i wymieranie roślinności. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której miasta często pokrywa swego rodzaju „klosz” gazowy, niemożliwy do rozwiania wiatrami ze względu na zabudowę i systematycznie zasilany gazami z kominów.

„Zaraz, zaraz” – można usłyszeć – „przecież wybuchy wulkanów potrafią wygenerować więcej dwutlenku węgla niż wiele lat ciągłej pracy elektrowni?” Tak, jednakże powiem znowu – wulkany wybuchały na Ziemi zawsze, zaś człowiek i jego działania dają stałe, dodatkowe obciążenie środowiska. Pomocne nie jest też wyniszczanie dna morskiego, gdzie w glonach, rafach koralowych i organizmach o wapiennych pancerzach zamknięte są olbrzymie ilości tego gazu.

Co zatem zrobić? Wydaje się, że jedyną drogą jest skierowanie się ku odnawialnym źródłom energii – mamy tu jednak problem ich nieprzewidywalności dostaw, kosztu technologii, kłopotów z magazynowaniem czy niechęcią potentatów energetycznych do głębszego wkroczenia w ten – póki co – mało opłacalny proces.

W chwili obecnej – póki jesteśmy zależni od paliw kopalnych – rozwiązaniem jest silna kontrola zarówno konsumentów indywidualnych jak i firm, pod kątem stosowanych przez nich paliw, a także to, co szumnie nazywa się „oszczędzaniem energii” – zestaw działań mający na celu ograniczenie zużycia ciepła i elektryczności, co przełoży się na zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, a tym samym – emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych.

Może dzięki takim działaniom będzie nam – albo naszym dzieciom – dane zaznać prawdziwych zim, czy gorących, upalnych lat – takich, jakie powinny mieć miejsce w naszym rejonie geograficznym.