Dlaczego zapomnieliśmy o wołowinie?

Wołowina jest obecnie traktowana jako mięso luksusowe. Zapominamy jednak, że jeszcze 200 lat temu było to zdecydowanie częściej spożywane przez nas białko zwierzęce. Najlepszym dowodem tego są dane statystyczne dotyczące spożycia mięsa wołowego. W naszym kraju jeszcze w 2015 r. wynosiło ono ok. 1,2 kg na osobę. Tymczasem dane z ubiegłego roku wskazują, że w 2016 roku zjedliśmy średnio 2,1 kg wołowiny na głowę, czyli jedynie o kilogram więcej niż rok wcześniej. Ciekawostkę stanowi fakt, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych, czyli prawie 20 lat temu, spożycie wołowiny w Polsce wynosiło aż 17 kg na osobę rocznie. Wynikało to głównie z tego, że wołowina była stosowana w przetwórstwie jako dodatek do kiełbas oraz wędlin. Obecnie wołowinę zastępuje się mięsem drobiowym. Konsumpcja wołowiny w Polsce jest o wiele niższa niż innych rodzajów mięsa. Jak policzył GUS przeciętny Polak w 2015 roku spożył 27,1 kg mięsa drobiowego i 41,4 kg mięsa wieprzowego. Ponadto spożycie wołowiny w Polsce jest niższe w porównaniu ze średnią unijną. Konsumpcja wołowiny w UE w 2016 roku wzrosła o blisko 2% do 7 mln 925 tys. ton (10,8 kg na osobę).

Na spożycie wołowiny w Polsce wpływa kilka czynników. Jednym z nich na pewno jest cena – jest to produkt dwu-do trzykrotnie droższy od wieprzowiny – a patrząc na wołowinę dojrzewającą ta różnica cen jest jeszcze większa. Wokół wołowiny wytworzyło się też wiele niekorzystnych stereotypów i w efekcie Polacy dużo chętniej sięgają po inne gatunki mięs. W badaniach stwierdzono, że ten rodzaj mięsa, w związku z zawartością L-karnityny wpływającej na poziom TMAO (N-tlenek trimetyloaminy) zwiększa ryzyko występowania chorób sercowo-naczyniowych. Związek ten zmienia metabolizm cholesterolu, spowalniając usuwanie go z krwi.

Wielu konsumentów uważa też, że zamiana w diecie wołowiny na wieprzowinę i drób jest bardziej zrównoważoną środowiskowo opcją. Jednak pomimo faktu, że krowy produkują więcej gazów cieplarnianych niż świnie i kurczaki, taka zmiana nie stanowi znaczącej korzyści dla środowiska – a to głównie ze względu na specyfikę hodowli, gdzie w przypadku drobiu i świń stosuje się wysokowydajny tucz, zaś w przypadku krów skarmianie jest zdecydowanie wolniejsze. Produkcja pasz wysokoenergetycznych też nie pozostaje bez wpływu środowiskowego.

Strach ludzi przed wołowiną wywołała też epidemia BSE w latach 90-tych. BSE potocznie zwana jest chorobą szalonych krów, lub mylnie chorobą wściekłych krów – to choroba zakaźna wywoływana przez białkowe czynniki zakaźne – priony. BSE należy do grupy chorób pasażowalnych encefalopatii gąbczastych i jest uznawana za niebezpieczną zoonozę mogącą wywołać u ludzi wariant (vCJD) choroby Creutzfeldta-Jakoba. Jest chorobą zwalczaną z urzędu (znajduje się również w załączniku 2 ustawy o Ochronie Zdrowia Zwierząt i Zwalczaniu Chorób Zakaźnych na pozycji 21. jako „przenośne gąbczaste encefalopatie przeżuwaczy – Transmissible spongiform encephalopathies of ruminants – TSE”).

Czy odejście polskiego społeczeństwa od wołowiny jest rzeczą trwałą? Nie – spożycie mięsa wołowego w ubiegłym roku wynosiło 2,10 kg na osobę i było o 75 proc. wyższe niż w 2015 r. Sugeruje to, że po strachu związanym z BSE, pomimo wątpliwości środowiskowych i kwestii zdro