Jak szybko można zbadać żywność?

Producenci żywności to znają. Gotowy wyrób wymaga jedynie oznaczenia kilkunastu parametrów, które lądują na etykiecie i już, już, za chwilę, można zacząć sprzedawać. Konsumenci z kolei zderzają się z bolesną rzeczywistością – na ile można ufać danym, które są umieszczone na etykiecie. Czy producent lub dystrybutor nas nie oszukuje? Problemy obu stron spotykają się na poziomie laboratorium, gdzie prowadzone są wszystkie analizy. Zlecenie analiz do laboratorium dla producenta żywności jest problematyczne głównie ze względu na czas analizy, zaś dla konsumenta – ze względu na jej koszt. Obie strony zadają sobie podobne pytanie – czy nie dałoby się tego zrobić taniej, lub szybciej?

Na tej niepewności próbują żerować różne podmioty zewnętrzne, oferujące analizatory żywnościowe do użycia wręcz w warunkach domowych. Początki takich działań miały miejsce w okolicach roku 2005, kiedy niektóre firmy nieśmiało zaczęły sugerować, że pracują nad domowymi analizatorami do żywności – nazywanymi różnie: „analizatorami molekularnymi”, „skanerami żywnościowymi” i tym podobne. Prawdziwy boom jednak rozwiązania te przechodzą w ostatnich 2-3 latach, a na rynku obecnie jest dostępne co najmniej kilkanaście urządzeń, w cenach zaczynających się od kilkuset złotych. Producenci tych sprzętów wychwalają ich uniwersalność, i ilość parametrów jakie można nimi oznaczać – począwszy od zestawu „azotany, substancje rozpuszczone, promieniowanie elektromagnetyczne i promieniotwórczość”, aż po „komplet danych dotyczących wartości odżywczej, świeżości i zawartości toksyn”. W sieci roi się od ociekających pozytywami recenzji takich wyrobów – jednak niemal żadna z nich nie wnika w faktycznie zastosowane w urządzeniach technologie, powołując się jedynie na wyniki analiz z posiadanych przez nich urządzeń – podejście „dało wynik więc działa”. Co więcej, producenci urządzeń deklarują, że sprawdzali swoje sprzęty laboratoryjnie, powołują się czasem nawet na opinie wystawione przez firmy zajmujące się analizami lub uczelnie – jednak nie dzielą się uzyskanymi wynikami, sugerując, by nabywcy sami wykonali takie badania i się przekonali, że urządzenie działa.

Niestety, prawda jest taka, że nie ma możliwości, by urządzenie za 1000 złotych wykonało analizy, które w laboratorium kosztują co najmniej tyle samo. Warto spojrzeć na ceny elementów wykonujących oznaczenia w proponowanym urządzeniu. Jeden ze sprzętów dostępnych na rynku ma analizować azotany, substancje rozpuszczone w wodzie, promieniowanie i pole elektromagnetyczne, plus wprowadzać korektę na temperaturę. Elektroda do oznaczania azotanów – najtańsza – to cena około 300 zł, czujnik temperatury to 50 zł, sonda na tlen rozpuszczony to około 500 zł, miernik promieniowania to kolejne około 500 zł. Sumarycznie 1350 zł. Ceny te nie obejmują montażu i elektroniki sterującej. Urządzenie jest dostępne na rynku za około 1000 złotych. Samo urządzenie nie ma łączności z zewnętrznymi bazami danych, i operuje jedynie w oparciu o dane zawarte w pamięci wewnętrznej. Sama taka analiza kosztów powoduje, że oznaczenie tej serii parametrów proponowanym sprzętem wydaje się mało prawdopodobne. Ponadto, co warto zauważyć, żadna z proponowanych w urządzeniu metod oznaczeń nie jest metodą zgodną z normami, co poddaje w wątpliwość uzyskane na „domowym” sprzęcie wyniki.

Zatem czy nie ma żadnej możliwości skrócenia czasu lub obniżenia kosztów analizy? Ależ oczywiście jest. Już kilka lat temu na rynku pojawiły się urządzenia pozwalające na analizę wartości odżywczej metodą spektroskopii w bliskiej podczerwieni. Analiza trwa kilka minut, a wyniki nie odbiegają jakością od uzyskiwanych metodami klasycznymi. Wadą tej metody jest konieczność zbudowania olbrzymiej bazy danych widm, oraz matematycznej ich obróbki i sparowania z wynikami analiz metodami klasycznymi. Bazy dla niektórych wyrobów są dostępne handlowo – np. baza do analiz mięsa lub mleka i przetworów. Samo urządzenie jest też kosztowne – mówimy o cenie powyżej 300 tysięcy złotych, co wyklucza je z użycia w domu. Jednak dla producentów żywności przygotowanie bazy danych i zakup urządzenia, lub zlecenie analizy z jego użyciem może być odpowiedzią na problem wielodniowego oczekiwania na wyniki klasycznej analizy.