Koronawirus w powietrzu wokół nas

Po raz pierwszy od lat na ulicach widzimy wysyp ludzi w maseczkach. To, co dotychczas było zarezerwowane na najbardziej wypełnione smogiem dni w dużych aglomeracjach, możemy dziś zobaczyć nawet w mniejszych miasteczkach. Wszystko to wynika ze strachu przed zakażeniem nowym zagrożeniem – koronawirusem. Na ulicach mamy pełną feerię kolorów i modeli – maseczki budowlane, medyczne, niektóre wręcz „designerskie” – zdobione, z aplikacjami. Czy wyroby te faktycznie działają? Czy maseczka taka ma szansę uchronić nas przed wirusami? Bakteriami? Smogiem?

Pierwszą rzeczą, którą należy zapamiętać jest to, że maseczki – poza bardzo specjalistycznymi i kosztownymi zestawami – nie chronią przed wirusem wnikającym z zewnątrz. Żadna tkanina ani włóknina nie jest wystarczająco gęsto utkana, by powstrzymać wnikanie cząstek wirusowych z otoczenia. Ich rolą jest powstrzymywanie wirusa wydostającego się z dróg oddechowych w kropelkach śliny – ale to zadanie spełniają też tylko maseczki typowo medyczne. Maseczka budowlana, czy jej artystyczna wersja streetwearowa są w stanie co najwyżej kumulować cząstki wirusa we wdychanym przez nas powietrzu. Zatem – w celu ochrony przed chorobami wirusowymi przenoszonymi drogą kropelkową maseczkę powinna nosić osoba zainfekowana, a nie zdrowa. Ponadto ważne jest, że maseczki takie są jednorazowe – pranie i prasowanie nie daje pewności co do ich sterylności, więc powinny być usuwane (jako odpad medyczny). Mimo początkowych informacji o możliwości używania takich wyrobów niemal przez cały dzień, obecnie – po dogłębnych analizach – uznaje się, że maseczki nie powinno się stosować dłużej niż dwie godziny. Co więcej – jeśli mamy silną potrzebę korzystania z maseczki – np. ze względu na środowisko pracy – warto poszukać produktu wyposażonego w filtr HEPA lub ULPA o jak najwyższym numerze. Filtry takie są co prawda droższe, lecz stosowanie ich może być uzasadnione.

A choroby bakteryjne? Rekomendowane przez WHO są maski ochronne typu N95 (liczba ta oznacza 95% skuteczności filtrowania). Badacze z Tajwanu i Cincinnati przeprowadzili analizę 45 masek tego typu, odkrywając, że niemal 30% produktów przepuszczało ponad 10% bakterii i wirusów przed którymi miały chronić. Oznacza to, że nie stanowią one dobrej ochrony w warunkach wysokiego zagrożenia zakażeniami drogą wziewną.

Maski typu N95 sprawdzą się przy smogu – jednak nie przy każdym. Smog „suchy” – typu Los Angeles, składający się głównie z cząstek pylistych, przy niskiej wilgotności powietrza będzie dobrze powstrzymywany przez takie maski. Smog „mokry” – typu londyńskiego – będzie początkowo powstrzymywany przez takie maski równie dobrze. Jednakże litera N w oznaczeniu kodowym oznacza brak olejoodporności – a zawilgocone cząstki smogu mogą stopniowo wydzielać substancje olejowe i degradować materiał maski, prowadząc do spadku ich skuteczności.

Zatem co ma zrobić przeciętny obywatel, który chce uniknąć zakażenia COVID-19? Przede wszystkim unikać miejsc, w których pojawia się wiele niechronionych osób – imprez masowych, centrów handlowych, eventów sportowych. Jeśli chce korzystać z maski będąc osobą zdrową – to takiej, o jak najskuteczniejszym filtrze, zdecydowanie nie maski budowlanej czy antysmogowej. W przypadku jakiejkolwiek choroby dróg oddechowych – faktycznie stosować maskę typu lekarskiego, najlepiej jednorazową, którą należy regularnie wymieniać. Prowadzić regularną higienę rąk i twarzy, stosując wodę, mydło i ewentualnie alkoholowe roztwory dezynfekujące, jednak te dopiero po poprawnym, co najmniej 30-sekundowym myciu dłoni.

Pozostaje nam liczyć, że sytuacja z wirusem COVID-19 zostanie jak najszybciej opanowana, a nasze działania przyczynią się do wygaszenia tej epidemii.