Niepożądane parabeny


Jedną z najmodniejszych w ostatnich latach deklaracji na opakowaniach kosmetyków jest hasło „nie zawiera parabenów” występujące w każdej chyba możliwej wariacji. Konsument jednak często nie wie czym są te związki, a sama sugestia, że w produkcie nie ma syntetycznego składnika działa na wielu jak zachęta do zakupu. Czy jednak parabeny są aż tak straszne? Czym one w ogóle są?

Parabeny (znane też jako nipaginy) to grupa organicznych związków chemicznych stosowanych jako środki konserwujące w kosmetykach, lekach i żywności. Pod względem chemicznym są estrami kwasu 4-hydroksybenzoesowego (PHBA), różniącymi się grupą funkcyjną. Wykazują działanie grzybostatyczne, są aktywne przeciwko drożdżom i pleśniom, jednak odznaczają się niską aktywnością przeciwbakteryjną. Do grupy parabenów najczęściej zalicza się związki z prostołańcuchowymi grupami alkilowymi (paraben metylu, paraben etylu, paraben propylu, paraben butylu, paraben pentylu, paraben heksylu i paraben heptylu), niektóre z grupami rozgałęzionymi (np. paraben izopropylu czy paraben izobutylu oraz z grupami arylowymi (np. paraben benzylu). Czasami stosowane są również ich sole. Parabeny mają postać bezbarwnego lub białego proszku, prawie bez zapachu i smaku. Wykazują charakter lipofilowy i słabo rozpuszczają się w wodzie.

Mają działanie grzybostatyczne, są aktywne przeciwko drożdżom i pleśniom, jednak ich aktywność przeciwbakteryjna jest stosunkowo słabsza (przy czym aktywność ta jest większa wobec bakterii Gram-dodatnich niż wobec Gram-ujemnych). Działanie przeciwdrobnoustrojowe zwiększa się wraz ze wzrostem długości łańcucha alkilowego i tym samym poszczególne parabeny wykazują różną aktywność. Z tego powodu są często stosowane w postaci mieszaniny kilku związków bądź też dodaje się do nich inne substancje konserwujące (np. pochodne formaldehydu czy fenoksyetanol), dzięki czemu zwiększa się skuteczność przeciwdrobnoustrojowa (także poprzez efekt synergistyczny) i konieczne jest użycie mniejszych ilości konserwantów.

Wykazują aktywność przeciwdrobnoustrojową w zakresie pH 4–8, jednak wyłącznie w fazie wodnej, w której nie są dobrze rozpuszczalne (a wiele stosowanych kosmetyków, produktów spożywczych czy leków, w których są stosowane ma postać emulsji). Oznacza to, że tylko pewna część tych substancji w tych produktach ma rzeczywiste działanie konserwujące. W celu zwiększenia udziału parabenów w fazie wodnej dodaje się odpowiedni współrozpuszczalnik (np. glikol propylenowy). Możliwe jest również użycie parabenów w postaci soli (fenolanów), których rozpuszczalność w wodzie jest większa, jednak związki te odznaczają się silnymi właściwościami zasadowymi, co może być przyczyną niepożądanych reakcji z innymi substancjami.

W Unii Europejskiej dozwolone jest stosowanie parabenu metylu i parabenu etylu (oraz ich soli) w kosmetykach w stężeniu do 0,4%, natomiast zawartość wszystkich tych substancji nie może w produkcie przekroczyć zawartości 0,8%. W przypadku parabenu propylu i parabenu butylu zawartości te wynoszą odpowiednio 0,14% i 0,8%, przy czym parabenów tych nie można stosować w produktach niespłukiwanych przeznaczonych dla dzieci poniżej 3. roku życia nakładanych na skórę na obszarze przykrytym pieluchą. Zabronione jest natomiast stosowanie parabenu izopropylu, parabenu izobutylu, parabenu fenylu, parabenu benzylu i parabenu pentylu. Zazwyczaj jednak stężenia te w kosmetykach nie przekraczają 0,3%.

Do stosowania w żywności dopuszczone są paraben etylu (E 214) i paraben metylu (E 218) oraz ich sole sodowe (odpowiednio: E 215 i E 219). Dopuszczalne stężenie parabenów w preparacie enzymów spożywczych to 2 g/kg, w gotowej żywności – 2 mg/kg, a w napojach – 1 mg/l.

Stosowanie produktów zawierających parabeny może prowadzić do kontaktowych reakcji alergicznych, przy czym występują rzadko, mają przeważnie łagodny przebieg i najczęściej związane są ze stosowaniem produktów leczniczych na uszkodzoną skórę. Osoby, u których wystąpiła nadwrażliwość po zastosowaniu produktów zawierających parabeny na uszkodzoną skórę, mogą jednak tolerować kosmetyki zawierające te substancje. Zjawisko takie określane jest mianem „paradoksu parabenowego” i wynika ono z większej wrażliwości uszkodzonej skóry, niż skóry zdrowej, na którą stosowane są kosmetyki. Ryzyko uczuleń spowodowanych spożyciem produktów konserwowanych parabenami jest jeszcze niższe, niż w przypadku leków i kosmetyków, jednocześnie nie wywołuje nawrotów, bądź zaostrzenia objawów u osób, u których występowały skórne reakcje uczuleniowe.

Parabeny mogą wykazywać działanie drażniące na oczy, prowadząc do zapalenia spojówek. Niekiedy reakcja alergiczna może prowadzić do rozwoju atopowego zapalenia skóry. Długotrwałe stosowanie na skórę produktów zawierających paraben metylu może prowadzić do jego akumulacji w warstwie rogowej, co w połączeniu z wystawieniem na działanie promieniowania słonecznego może prowadzić do zmian skórnych, np. przebarwień.

Parabeny są agonistami receptorów estrogenowych, jednak ich aktywność w tym zakresie jest niezwykle słaba (od 1000 do miliona razy słabsza niż estradiolu). Przypuszczano, że aktywność ta może mieć związek z rozwojem raka piersi, nieprawidłowym rozwojem męskiego układu rozrodczego w okresie płodowym czy też niekorzystnymi zmianami w obrębie macicy. Narażenie na parabeny musiałoby być jednak przynajmniej kilkaset razy większe niż to, które wynika z codziennego stosowania kosmetyków i leków oraz spożywania produktów konserwowanych parabenami, aby mogły mieć one niekorzystny wpływ na organizm.

Głównym jednak problemem ze stosowaniem parabenów są krążące w mediach informacje o ich rzekomej rakotwórczości. Szczęśliwie, nie istnieją obecnie badania, które potwierdzałyby, że związki te powodują raka w organizmach żywych.

Gdzie zatem leży problem z parabenami? Czy w samych związkach, czy też w „czarnym PR” i działaniach marketingowych, mających przedstawić produkty bez ich dodatku jako lepsze i bezpieczniejsze? Odpowiedź na to pytanie wydaje się nieistotna w świetle rosnącej popularności wyrobów „bez parabenów”.