O CHORYM DROBIU SŁÓW KILKA


Początek marca 2018 roku przyniósł nam kolejny raport NIK dotyczący stanu produkcji spożywczej. Tym razem inspektorzy odwiedzili producentów mięsa drobiowego, analizując ich wyroby, jak i sam surowiec pod kątem obecności antybiotyków. Badania objęły nie tylko kurczaki, ale także indyki i inne ptactwo, zaś wnioski i interpretacje raportu zostały silnie nagłośnione w mediach.

Zdaniem, które wzbudzało najwięcej emocji była informacja, że „Wyniki kontroli NIK wskazują, że w hodowlach zwierząt antybiotyki są powszechnie używane. Stosowało je aż 70% hodowców zwierząt z woj. Lubuskiego, objętych monitoringiem wody i pasz. W hodowlach indyków i kurcząt rzeźnych odsetek ten był jeszcze wyższy i przekraczał 80%”. W dobie stopniowego odchodzenia od powszechnego stosowania antybiotyków do leczenia ludzi, taki odsetek producentów drobiu stosujących antybiotyki, może przerażać, a stan ogólnej paniki wzmagają jeszcze media i Internet, rzadko kiedy przekazując dalsze informacje z raportu.

Czytamy, że „W każdym zbadanym wypadku użycie antybiotyków było uzasadniane względami leczniczymi”. Z naszego punktu widzenia oznacza to, że pod każdym użyciem antybiotyków podpisał się lekarz weterynarii, który określił, że ich zastosowanie jest konieczne. Drób, tak samo jak ludzie, jest podatny na choroby, które niekontrolowane potrafią dziesiątkować hodowle i prowadzić do olbrzymich strat ekonomicznych. Ponadto antybiotyki są stosowane (a przynajmniej powinny być) w oparciu o konkretne próby, w odpowiedzi na konkretne schorzenia drobiu. Z uwagi na olbrzymią nieraz skalę produkcji, nie ma możliwości leczenia pojedynczych sztuk ptactwa i by uniknąć epidemii, konieczne jest stosowanie leków na masową skalę.

W raporcie znajdujemy też informację, że w próbkach mięsa ze zbadanych ferm nie stwierdzono obecności antybiotyków. Oznacza to, że nadzór weterynaryjny i wiedza rolników były skutecznie wdrożone – zachowano niezbędne okresy karencji i uniknięto dostarczenia na rynek wyrobów zawierających niepożądane substancje. Warto też zapamiętać, że antybiotyki stosowane u drobiu bardzo często, z punktu widzenia chemii, są identyczne z tymi, które stosujemy u ludzi, różniąc się jedynie droga podawania.

Niestety jest też i druga strona medalu. Niezależnie od tego, czy antybiotyki były podawane w charakterze leczniczym czy prewencyjnym, stosowanie ich u ponad 70% producentów budzi wątpliwości co do stanu sanitarnego samych ferm. Aspekt ten jednak nie był przedmiotem kontroli NIK, a możliwe, że rzuciłby nieco światła na przyczyny stosowania tych preparatów i pozwolił na odpowiednie zmiany prawne i proceduralne, które pozwoliłyby na ograniczenie ryzyka chorób u drobiu.

Ponadto, badanie to obejmowało jedynie województwo lubuskie i – o ile stwierdzono, że ma być ono wstępem do badan ogólnopolskich – to już stanowi pewna prognozę wyników. Uzyskane w tej chwili wyniki dla wyrobu końcowego – mięsa i jaj – są korzystne dla konsumentów, ale musimy pamiętać, że badania wskazują, że nawet małe dawki antybiotyków przyjmowane z żywnością przez dłuższy czas, mogą przyczyniać się do powstawania w organizmie ludzkim lekoopornych szczepów bakteryjnych. Skutkiem przyjmowania antybiotyków może być także zwiększone ryzyko występowania np. reakcji alergicznych. W dobie poszukiwania kolejnych antybiotyków, atakujących mikroorganizmy z zastosowaniem nowych ścieżek, „palenie za sobą mostów” w postaci dostarczania małych dawek antybiotyków starszych jest działaniem, które może być bardzo kosztowne w przyszłości.