Opakowanie – błogosławieństwo, czy przekleństwo?


Opakowanie żywności, poza będącą dodatkiem funkcją marketingową, ma jako główne zadanie chronić zawarty w nim wyrób przed środowiskiem. Jednakże większość konsumentów – a także firm stosujących opakowania dla ich produktów – zapomina o fakcie, że samo opakowanie też ma być wyrobem bezpiecznym. I nie chodzi tu o ryzyko obicia sobie kolan na ostrym narożniku kartonu, tylko o coś dużo bardziej złożonego – o problem migracji substancji szkodliwych.

W chwili obecnej na rynku mamy cała mnogość różnych typów opakowań. Proste opakowania kartonowe, barwne puszki, butelki szklane, czy też słoje i butelki z tworzyw, aż po laminatowe opakowania typu tetrapak. Dobierając opakowanie pod produkt nie można kierować się jedynie atrakcyjnym wyglądem i ceną jednostkową, a należy też wziąć pod uwagę ryzyka jakie dany zestaw materiałów może nieść za sobą. I nie chodzi tu tylko o sam materiał słoja czy nakrętki, ale też o wszystkie materiały dodatkowe – kleje, spoiwa, farby, uszczelniacze, i tym podobne. W trakcie użytkowania wyrobu istnieje bowiem ryzyko, iż składniki z jakich wytworzono dany materiał opakowaniowy będą powoli przenikać do wyrobu, stwarzając – w przypadku użycia – ryzyko konsekwencji zdrowotnych. Rozporządzenie Komisji (WE) nr 10/2011 z dnia 14 stycznia 2011 r. w sprawie materiałów i wyrobów z tworzyw sztucznych przeznaczonych do kontaktu z żywnością oraz krajowe i unijne przepisy dotyczące zawartości substancji szkodliwych w żywności regulują sposoby badania tego procesu migracji. Ponieważ badanie migracji realnej, do faktycznych matryc żywnościowych byłoby trudne i niemożliwe do zamknięcia w logiczne procedury (szczególnie w zakresie późniejszej analizy obecności składników migrujących) przepisy te idą na pewne ustępstwa i ułatwiają prowadzenie analiz producentom materiałów opakowaniowych.

Przede wszystkim przepisy ustalają, że w tak zwanej „migracji globalnej do płynów modelowych” ilość uwolnionych substancji nie może przekraczać 10 miligramów na dm2 powierzchni kontaktu z żywnością. Czym jest płyn modelowy? To substancja dobrana tak, by imitować własności żywności – jej polarność i zdolność rozpuszczania składników – a jednocześnie umożliwiająca łatwą analitykę substancji migrujących. Tak więc zamiast wyrobów typowo tłuszczowych stosuje się oliwę z oliwek lub płyn substytucyjny – izooktan i etanol 95%, zamiast wyrobów typowo wodnych – wodę lub słaby roztwór etanolu, zaś dla produktów o odczynie kwaśnym (pH ≤ 4,5) stosuje się 3% roztwór kwasu octowego. Specjalnym przypadkiem jest migracja do żywności suchej, gdzie substancją modelową jest porowaty polimer znany pod rynkową nazwą Tenax. Ponadto, zgodnie z przepisami badanie migracji prowadzi się w najbardziej ekstremalnych warunkach, w jakich będzie stosowane dane połączenie opakowania i żywności.

„Zaraz, zaraz” – można powiedzieć – „przecież są substancje, które szkodzą już w ilościach poniżej 10 miligramów”. Tak, to prawda – dlatego przepisy deklarują, że jeśli z informacji o opakowaniu wynika, że istnieje ryzyko pojawienia się w nim substancji o bardzo niskim progu szkodliwości, to niezależnie od wszystkiego należy skontrolować, czy przypadkiem taka substancja się nie pojawia w wyekstrahowanej z materiału opakowaniowego mieszaninie. Badanie takie nazywamy badaniem migracji specyficznej.

Badania migracji to szeroki i trudny temat – zaś przepisy jej dotyczące zmieniają się często. Producenci żywności muszą mieć świadomość, że każdy materiał obcy mający kontakt z żywnością musi być skontrolowany pod kątem uwalniania substancji do matryc żywnościowych. Dotyczy to zarówno kartonu do pizzy, który styka się z wyrobem przez godzinę, jak i korka do wina, który może być omywany przez napój przez lata. I niestety – nie ma sposobu, by uniknąć tych badań.