PACJENT NA (PRZYMUSOWEJ) „ŚCISŁEJ DIECIE”


Trafiając do szpitala każdy z nas spodziewa się najwyższych standardów opieki, a co za tym idzie – żywienia. Wszyscy mamy świadomość, że poprawna dieta często nie tylko wspomaga leczenie, a wręcz jest jego podstawą. Naczelna Izba Kontroli postanowiła przyjrzeć się temu, co pacjenci dostają na talerzach – a wnioski były przerażające…
Obowiązujący w Polsce niedoskonały system ochrony zdrowia w zakresie żywienia pacjentów szpitali, a także niedostateczny nadzór nad procesem żywienia oraz niskie nakłady finansowe przeznaczane na ten cel, zupełnie nie gwarantują prawidłowego żywienia pacjentów w szpitalach. Ten ogólny wniosek, znajdujący się na samym początku zatwierdzonego w lutym br. Raportu NIK z wyników kontroli „Żywienie pacjentów w szpitalach” podsumowuje stan dietetyki w polskiej służbie zdrowia. Mimo dostępu do produktów, możliwości zamawiania posiłków z cateringu, dofinansowań na modernizację infrastruktury, posiłki dostępne dla pacjentów ciągle przypominają to, co na talerzach lądowało 30 lat temu. Gorsza jest świadomość, że porządny zestaw fast food zapewnia lepszy pakiet własności odżywczych niż posiłek w instytucji, która ma dbać o zdrowie.

W raporcie NIK czytamy, iż posiłki w szpitalach w większości zawierały zbyt niskie ilości wapnia, żelaza, magnezu, a także witamin E, B1 i C. Z kolei dostarczane jest nam zbyt dużo witaminy A oraz soli. W większości zaburzone silnie były proporcje między składnikami odżywczymi – w posiłkach było zbyt wiele tłuszczu i skrobi, zaś zbyt mało białek, szczególnie pochodzenia roślinnego, a także minerałów. Oznacza to, że szpitale ciągle wychodzą z założenia, że ważniejszy jest kotlet na talerzu niż odrobina świeżych produktów roślinnych, które poza minerałami dostarczają też błonnika. Często stosowano też zamienniki: produkty seropodobne, tłuszcze mleczne zamiast masła, jak też produkty wątpliwej jakości, np. konserwowane ryby z hodowli w terenach zanieczyszczonych. Ostatni problem to kaloryczność samych posiłków: w większości szpitali była ona niedopasowana do wymogów dietetycznych (nawet 30-50% różnice).

Problemy te mają swoje źródło w kilku miejscach. Pierwszy to dzienny koszt żywienia pacjenta. Niezależnie od specyficznej diety, potrzeb czy leczenia, średni „wsad do kotła” na posiłek jednego pacjenta to kwota około 6-7 złotych. Kolejny kłopot to brak wyspecjalizowanych dietetyków w szpitalach, osłabiony przepływ informacji, a także, niejednokrotnie, opieranie się na zasadzie „ważne, by było”.

Organy odpowiedzialne za nadzór nad żywieniem zbiorowym pacjentów szpitali nie dysponują żadnymi instrumentami prawnymi w zakresie metod oceny jakości posiłków pod kątem m.in. składu surowcowego, urozmaicenia, zawartości składników mineralnych i odżywczych oraz zasad kontroli tych usług. W rezultacie stwierdzane przez Państwową Inspekcję Sanitarną nieprawidłowości w zakresie jakości żywienia przekazywane były szpitalom i firmom cateringowym w formie pism intencyjnych. Wdrożenie przez władze szpitali zaleceń z oceny stanu żywienia miało więc wyłącznie charakter dobrowolny i – jak wykazała niniejsza kontrola – nie zawsze było realizowane.
Co więcej, prawie w połowie szpitali korzystających z usług firm cateringowych, nie było dietetyka. Nie prowadzono tam analiz i nie weryfikowano, bądź nierzetelnie weryfikowano, jadłospisy przekazywane przez te firmy.

Poprawa jakości żywienia wymaga więc rozwiązań systemowych w celu nadania problematyce żywienia pacjentów odpowiedniej rangi. Niezbędne jest także wprowadzenie uregulowań dotyczących zasad racjonalnego żywienia w podmiotach leczniczych, precyzyjnych mechanizmów nadzoru nad realizacją żywienia w szpitalach, jak i odpowiednich sankcji w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w zakresie stanu żywienia pacjentów.. Z kolei same firmy cateringowe powinny zadbać o poprawną analitykę swoich produktów i przekazywanie właściwych danych o posiłkach zarówno lekarzom jak i pacjentom.