„Złe” pestycydy – a może „źli” rolnicy?


Pod koniec 2018 roku świat opłynęła wiadomość o skazaniu jednej z firm zajmujących się produkcją pestycydów za spowodowanie raka u ogrodnika w jednej z amerykańskich szkół. Niestety, większości mediów umknęło, iż w rozprawie tej nie zastosowano standardowego badania wszystkich dowodów, zaś sam wyrok wydano w trybie przyspieszonym ze względu na zły stan zdrowia powoda. Niestety – także – spowodowało to ponowny „rzut” nienawiści w stosunku do firm produkujących chemię rolniczą – pytanie jedynie, czy uzasadniony?

Pestycydy spowodowały rewolucję w rolnictwie. Pierwsze pestycydy naturalne stosowano już około 200 lat temu, zaś pierwszy środek syntetyczny pojawił się na rynku w 1892 roku. Nigdy nie były to środki pozostające bez wpływu na środowisko – warto przypomnieć kwestię DDT, który akumulował się w organizmach, siejąc spustoszenie nie tylko wśród szkodników. Ujawniany stopniowo negatywny wpływ pestycydów na środowisko, a także zdrowie człowieka spowodował pojawienie się ostrych wytycznych dotyczących okresów i sposobów stosowania tych preparatów – zarówno w prawie, jak i w instrukcjach samych producentów.

Z drugiej strony mamy korzyści płynące ze stosowania pestycydów – w gospodarce rolnej i leśnej pestycydy znacznie zwiększyły uzyskiwane z uprawy plony roślin jadalnych, zmniejszyły częstość występowania epidemii wśród zwierząt hodowlanych i ptactwa oraz poprzez ograniczenie wpływu szkodników na źródła i magazyny paszowe – pozwoliły na zwiększenie produkcji mleka, jajek, mięsa i skór. Dzięki temu zwiększyła się produkcja i podaż żywności. Stosowanie pestycydów doprowadziło do znacznego zmniejszenia częstości epidemii chorób zakaźnych, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Przyczyniło się także do wzrostu higieny życia, a tym samym zmniejszenia umieralności. Pestycydy znalazły zastosowanie również w poprodukcyjnej gospodarce żywnością – zabezpieczają plony przed szkodnikami w czasie przechowywania i transportu. Środki te zwiększają też trwałość produktów przemysłowych (papieru, tekstyliów) oraz przedłużają eksploatację dróg, torów i lotnisk, dzięki zapobieganiu rozwojowi niszczących je chwastów.

Musimy w tym momencie zrozumieć, że celem każdego gospodarstwa rolnego jest zarabianie pieniędzy – albo poprzez sprzedawanie małej ilości produktów drogich, albo dużej ilości wyrobów tanich. Produktem drogim w tym wypadku są produkty bez pestycydów – produkty, w których ochrona plonów jest prowadzona metodami naturalnymi, co automatycznie zmniejsza wydajności, i stanowi ryzyko dla rolnika. Produkt tani, to ten, który zabezpieczany jest poprzez stosowanie pestycydów – szybko, łatwo i skutecznie.

Póki co wszystko brzmi normalnie. Stosowanie pestycydów zmniejsza ceny żywności. Pojawiają się jednak idee „ekonomizacji”. Przecież skoro ustalona dawka pestycydu działa dobrze, ale nie stuprocentowo skutecznie, to może użyjmy większej? Albo zastosujmy częściej, niż mówi instrukcja? Mamy jeszcze problem herbicydów ogólnych – glifosatu i glufosynatu, które w założeniu mają być stosowane do kontroli chwastów na terenach nieuprawnych, lub w uprawach odpowiednich, odpornych na nie roślin. Ponownie – opakowanie podaje ścisłe instrukcje i okresy karencji przed zbiorami. Ale badania przeprowadzone w Europie i Polsce kilka lat temu ujawniły, że wiele gospodarstw rolnych stosuje te preparaty do innego celu – do wymuszenia błyskawicznego wysuszenia zbóż i rzepaku, tuż przed zbiorami. Działanie takie powoduje, że zbierane są rośliny, na powierzchni których ciągle znajdują się resztki glifosatu i glufosynatu, które po przerobie lądują w żywności.

Zatem czy to pestycyd jest zły, czy jego użytkownik? Nagonka na producentów pestycydów wymusiła na nich ścisłe kontrole jakości, szeroko zakrojone badania wpływu na zdrowie i środowisko – i wymusiło stworzenie ścisłych, nieprzekraczalnych instrukcji dla użytkowników. Skoro producenci zrobili co mogli – to czy problem nie leży w użytkownikach?

Na to pytanie pozwolę sobie nie odpowiadać.